DOM WARIATOW ... czekam na urlop, a to jeszcze 36 dni. Jak co roku jade do itali, tym razem sama z mezem , chlopaki zostaja w domu, bo juz bedzie nowy rok szkolny :) coz ich wakacje zaczynaja sie juz za pare dni i tez sami jada w sina dal to dlaczego nie my ? Mlody leci z kolega do Lyon, tam beda odebrani i jada dalej do Nimes samochodem. pobeda tam 2 tygodnie i pozniej smigaja pociagiem do Valencji. tam bedzie czekala mama tego kolegi na nich . w Valenji posiedza tez jakies 2 tygodnie i potem pociagiem do hamburga. wakacje mlodego zapowiadaja sie bardzo interesujaco, sam z kumplem po europie. starszy tylko marszczy oczy ze nie jedzie z nimi. no ape to nie jego kumpel i nie jego zainteresowania. mlodzi zabieraja( kazdy) po 2 dechy ze soba, bo bez tego i tak sie nigdzie nie ruszaja. Maja na spoot podjechac do barcelony i tam porobic pare zdjec, ale czy uda im sie zrezygnowac z plazy i cieplej wody , to juz czas pokaze:) Starszy jedzie do Babc , do polski, tez prawie ich nie widzial 1,5 roku. pobedzie tam z 4, 5 tygodni. Z moja mama coraz gorzej , upada na zdrowiu ... :( Z matka mojej mamy (czyli moja babcia) mam lekkiego stresa , czepia sie mnie ze na urlop nie jade do mamy , tlumacze jej ze to dla mnie nie zaden urlop , ze ja tez potrzebuje czasu i odpoczynku dla siebie dosc stresu i nerwow mam caly rok i niestety nie zrezygnuje z tego! Eh szkoda slow.... Po powrocie chlopakow wpadaja do nas na 4 dni tescie i mojego meza siora z mezem , ida na wesele kuzynki. My odrazu odmowilismy i wykrecilismy sie z tej imprezy , bo tak czy siak kontaktow intensywnych nie utrzymujemy. Na mysl ze zwali mi sie tyle ludzi na tak malym mieszkaniu dostaje wysypki. Brrr.. i to jeszcze 4 dni przed moim urlopem , praktycznie oni jada a my za 6 godzin za nimi. pytanie czy zdolam jeszcze mieszkanie doprowadzic do pozadku i chlopakow zaopatrzyc na te 2 tygodnie w prowiant... chodzi o Campingowskie wyrzywienie ;) bo znajac ich nie beda gotowac ....podsumowujac : z mezem jestesmy juz myslami daleko , daleko w naszym m2 w itali :) z nowosci to tylko tyle ze zrzucilam 8 kg, w koncu mam swoja wage no i kupilismy nowe auto . a teraz mykam do pracy bo bez tego nie mozna sobie niczego leistnac ;) ciao!
Sylvestra spedzilam w domu , w ostatnim momencie odmowilam znajomym zaproszenia.... bo... wyladowalam w wyrze z zapaleniem migdalow i antybiotykiem
nie ma co sie rozczulac i tak bylo milo i przyjemnie
Za 4 dni bede juz w österreich! walizki juz spakowane , w ciagu tygodnia nie bede miala czasu na pakowanie,bo tydzien zapowiada sie bardzo pracowity!!
Sprawy finansowe po swiateczne doszly do normy Ufff ulga totalna!
powili zaczynam wpadac w lekka panike , bo chlopaki bede przez cally tydzien sami w domu.
nakazy-zakazy-polecenia-lista jedzenia juz zostala powiedzona na lodowce, nie chce zeby wydawali kase niepotrzebnie na jakies idiotyczne jedzenia, wszystko co lubia maja zakupione albo pomrozone.
a teraz sie zbieram i jade na hale ostatni raz przed wypadem w alpy potrenowac i rozruszac miesnie!
1. ponowne wyniki mamy wyszly "prawie" tak samo. onkolog kazal sie tym nie przejmowac bo jesli by chcieli biopsje robic to by nie mieli za co "zlapac" byc moze to "uroda" wnetrz albo ubytki po chemii...
Jesli w kwietniu nie bedzie zmian, to jest wszystko super /jak na razie/
Kamien spadl mi z serca.... dzieki..
2. mlody zakwalifikowal sie do z foto i krotkim filmem....chodzi o tego sponsora. narazie to sa tylko t-sherty firmowe i deki ale i tak jest bardzo szczesliwy, ba... my tez ! a kase ktora przeznyczylismy na N.Y. wydalam z mezem na sprzet...video kamera,2 obiektywy do pentaxa i 2 lampy.....
mam to w nosie, moze mu sie bardziej uda ! a kase na N.Y. da sie zalatwic ...zreszta to postanowione , lecimy!
a teraz i innej beczki:
jestem brzydka, pryszczata, GRUBA!!!! krzywe nogi, zolte zeby, cycki obwisle, wlosy wciaz tluste i malo kasy mam i swieta wychodza mi BOKIEM! /jak co roku/
narazie "nie mam glowy" na zalatwianie wizy, "nie mam glowy" do planowania wyjazdu, nic sie nie chce mi robic. nic nie jest tak jak byc powinno.
chodzi o moja mame, 2 miesiace po chemi, ktora brala przez 6 miesiecy, w piatek robila tomografie, wykazaly "jakies" guzy w paru miejscach. w srode idzie powtorzyc badanie-tym razem rezonans magnetyczny. boze jak mi jest jej szkoda, nie wiem jak jej pomoc, narazie musimy sie od wszelkiej paniki wstrzymac, nie ma co sie zamartwiac na zapas, byc moze sa to "uszkodzenia" po chemi ....zawsze lepiej jest pozytywnie myslec.....
-marzec czy listopad?
-a o co chodzi?
-o 5 dniowy wypad-niespodzianka
-O! a gdzie? bedzie tam zimno? snieg? wszyscy czy tylko my?
-tylko my, zimno moze byc, ze sniegiem to raczej nie bedzie zwiazane..tylko trzeba w lato z italii zrezygnowac ...acha i troche drobnych by sie by przdalo na zakupki
-hm...o nie :( tylko nie to, wakacje bez itali? nigdy! to nie chce niespodzianki!
daj mi sie zastanowic ok?
-ok :)
-hm... a listopad to tegoroczny, czy przyszly?
-przyszly- teraz urlopu juz nie mam
i tak sobie gadalismy z moim slobnym...wybralam listopad, bo do marca sie z terminami nie wyrobie, z italia da sie cos wykombinowac, kase zawsze sie znajdzie,
a ta niespodzianka juz nie jest niespodzianka, chodzi o wypad do NY, wow... on wie ze chcialabym tam pojechac (jakas premia o ktorej nie wiedzialam? fiu fiu fiu) fajnie
skoro mialo by sie te marzenie stac rzeczywistoscia to zaczne kase na drobne wydatki zbierac, ciekawe co powiedza chlopcy jak sie dowiedza.
musze sie dzis wybrac do ksiegarni po pare informacji albo wieczorem po pracy w necie pogrzebac, a moze kogos na skypa zaczepic, kogos kto tam mieszka? cos wymysla , mamy jeszcze duzo czasu :-)
3. mlody ma naszykowana sesie zdjec i krotki film do sponsora, ciekawe co z tego wyjdzie. wydaje mi sie ze za wysoko stawia sobie poprzeczke, ale nie bede go hamowac, nie pruboje :-)marzenia trzeba realizowac!
powoli zaczynam watpic w te slowo i w ta przyjazn. wnerwia mnie ta kobieta!!! juz jej kiedys nawet to powiedzialam (rok z 2 lata temu?-jakos tak to bylo), ze dzwoni i zglasza sie jak cos potrzebuj.
w dupie mam taka przyjazn, kiedys potrafila czesciej wpadac- a byla bez auta , jezdzila busami.
teraz 2,3 razy w tygodniu przejezdza kolo mojego domu i nie raczy sie zatrzymac--- bo jest zeczona i nie ma czasu...
HA! kobieta co nie ma zobawiazan, nie ma dzieci, maz zyje wlasnym zyciem....eh...szkoda slow, po co ja mam sie denerwowac "kims tam i czym tam"....
nie odezwe sie, mi to zaczyna wszystko WISIEC!
PS. jeszcze cos mi sie przypomnialo, cos co mi dzis maz powiedzial...jak to bylo?...
aha..."to wszystko przez niego i twojego ojca stalas sie taka egoistka, gdyby twoj tata zyl to bym mu powiedzial co o tym mysle.... " tja..masz pecha, powiedzialam mu..on juz niestety niezyje prawie 9 lat! a tamtego nie mieszaj w nic! stalam sie taka osoba z wlasnej woli!... zycie mi ucieka spod palcow, rozumiesz??"
Wszystko jest jakies pokrecone, tak jak ja sama ostatnio...
mowie "tak"-robie nie
mowie nie-robie "tak"
dlaczego ja nie potrafie trzymac sie planu dzialania? to jest jedno z tych pytan "dlaczego" ktore sie w mojej glowie wciaz plataja
-w koncu sie wczoraj nie spotkalam, zadzwonilam i wykrecilam sie z brakiem czasu, nawalu pracy.... moze dzisiaj, ale nic nie przyzekam (Kropka)
-za to znalazlam kartke za wycieraczka z textem...."zadzwonisz?". to od tej laski... czego ona sie doczepila, hormony jej nawalaja? niech zmieni lekarza ...kurde....
to moze byc smieszne, idiotyczne ...ale jak tak patrze na ten film .. mam na mysli"sex in der city" to tak jak bym patrzyla na siebie i garazowego sasiada / chodzi mi o , o sytuacje, nie osoby/ ..... on jest taki podobny do big-a..niewazne ja wiem co co biega.....
-moja mama po operacji przeszla polroczna chemie i wyszla z tego swinstwa.... tzn lekarze zawsze daja ten 1 % powrotu, ale na dzien dzisiejszy zwalczyla raka, ma sie dobrze, wlosy odrastaja, czuje sie szczesliwa. Chyba to najwazniejsze teraz.
-wakacje spedzilam znowu w itali, znowu poznalismy fajnych, nowych znajomych-italienow-nauka dala swoje dodatnie rezultaty z czego jestesmy dumni
-"starszy" malal we wrzesniu 18-tke, impreza byla spokojna, w knajpie, z kumplem, nie chcial zadnej wielkiej bieganiny kolo niego. w weekend caly dzien na swnoboardzie spedzilismy. Bylo fajnie
-w koncu po tylu (10 ) latach zrobilam remont kuchni i przedpokoju, wszystko nowe, od scian po podloge , wlacznie ze sprzetem i meblami.
- w styczniu mykam z mezem do österreich na snowboard. chlopaki beda sami w domu.
-i jak dla mnei to najwazniejsza sprawa: powiedzialam "garazowemu sasiadowi" ze to koniec, ze nie bede wybierac miedzy nim a rodzina , bo to bezsensu, nie mam sily i ochoty na kombinowanie. zaproponowalam tylko , ze jesli chce i ma ochote mozemy pozostac w kontakcie, wspolnie wypasc na .... tam i tu.... sexu tez nie odmowie....
a narazie zyje dniem dzisiejszym i jestem szczesliwa
Po co mi to wszystko? Kartke wywalilam do kosza i czesc.
Nie mam czasu na "tajemnicze" znajomosci z kobieta. Skoro mnie czesto tam widzi to kiedys podejdzie i pogadamy.
Juz doscy mialam burz i sajgonow w swoim zyciu, teraz chce miec "troche" spokoju.
Na wyszystkich swietych nie bylam na cmentarzu, u mnie /tu gdzie mieszkam/ nie obchodza tego swieta. Owszem w kalendarzu jest znak...ale to tylko tyle. Dla moich wszystkich najblizszysz, mialam zapalona lamke. Lubialam zawsze te swieto jako dziecko.
Weekend mialam bardzo owocny w wydawanie kasy. Uzbieralo mi sie troche zaskorniakow wiec zabralam w sobotnie popoludnie meza pod pache i wywloklam go do centrum. Nowa zimowa kurtka, szal, rekawice na snowboard, kosmetyki a dla mnie torebka, buty i perfum.
Wstapilismy do Saturna w celu poszukania jakiejs fajnej kamery dokladnie comcorda. Chcialam cos kupic tak do 300 stow ale nic nie bylo w odpowiedniego za ta cene. To co nam wpadlo w oko kosztowalo od 700eu. troche nam to bylo za duzo na taka zabawke, ktora mialaby tylko byc uzywana do nakrecania filmow. Przeszlismy na Aparaty cyfrowe. Wpalo nam w oko male cudo. Po godzinie wyszlismy z nowym aparatem /Pentax K20D/. Fajnie widziec wniebowzietego meza, zadowolonego .... zasluguje na tak drogie prezenty, bo to wspanialy facet.
Potem mialam spokoj i cisze w domu z wiadomego powodu ... nowa zabawka.
A teraz zycze milego dnia, ja mykam do pracy, bo bez pracy nie ma tak drogich zabawek.
Otwieram czerwone wino, wyciagam lampke, nalewam. Zapalam swieczki, odpalam PC i siadam za biorkiem.
Moze to nie bedzie najlepszy wpis po tak dlugiej pauzie, ale jakos trzeba zaczac... niewazne!
Dzisiaj, kiedy jechalam z pracy do domu cos mi sie przytrafilo, cos dziwnego....
Dojezdzam do swiatel, czerwone, staje... i sobie tak mysle...." kurde, ciesze sie bo moj maly czerwony fordzik dostal przeglad, wszystko w nim gra, wymyty w koncu, w srodku pachnacy ...muzyka leci, cieplo dmucha mi w nogi... ach co za ulga ..."
patrze w wsteczne dojezdza srebrny kabriolet, mazda i staje obok mnie.
W nim siedzi kobieta, krotkie wlosy, pasemka, i duze ciemne okulary waskie usta, zadbane dlugie paznokcie, szary placz albo kurtka, szal......
przegladam sie w lusteku, poprawiam swoje dlugie czarne wlosy, maluje usta szminka....i slysze ze ktos stuka czyms w moja szybe.... obracam sie, to ona rzuca malutkimi cukiereczkami i pokazuje ze mam otworzyc ono...
mysle sobie, co ta baba chce? czyzby to byla jakas znajoma? ale nie poznaje jej....
hmm...ale cos w niej bylo "innego" tylko do diabla mysle sobie co? nigdy w tak krotkim momencie nie zakodowalam wygladu kobiety!
wiec otwieram okno i ruszam, bo sie swiatla zmienily na zielone a ona krzyczy "lap"
na kolana wpada mi kartka zawinieta na cukierek, zamykam okno i jade dalej..kurde znowu swiatla, staje ona patrzy na mnie i posyla mi calusa i usmiech.... no to ja jej tez....a co mi tam ....ruszamy .... ja skrecam /niestety/ bo musze skrecic i tyle ja widzialam.....
ciekawosc silniejsza, odwijam kartke a tam nr telefonu i text... widzialam cie juz, poznaje twoje auto, pracujesz w poblizu XYZ..../ulica/ ...zadzwon....
No i co ja mam o tym myslec?
narazie mam wypieki, chyba z wina, a kartke schowana w potrfelu.... moze zadzwonie ....
.... nie wiem jak zaczac ten wpis, bo mam pustke calkowita w glowie...
dzis rano dowiedzialam sie ze moja mama miala w poniedzialek usunieta piers, goz......narazie lezy w szpitalu, a potem (za tydzien , moze dwa) bedzie dniagnoza.....
martwie sie o nia, ale, ale .... mam nadzieje ze NIE BEDZIE zle... NIE moze byc ZLE!!!!
z innej strony mojego zycia:
ostatnio niczym innym nie zyje jak tylko smiganiem na snowboardzie, idzie mi dobrze ... BA! bardzo dobrze , jestem z siebie dumna......
boze jak to dobrze, ze mam dzien wolnego :-)
wczorajszy wynik jazdy na snowbordzie jest marny, bo strzaskalam sobie tylek! Za to na nartach dalam czad. Przypuszczam, ze za dwa tygodnie nastepny wypad, ale tym razem wezne poduszke w majtki albo naucze sie upadac!
dzis starszy syn ma termin (akurat tam siedzi) w sadzie, jako swiadek. Mankament tego wszystkiego jest taki ze on nie ma pojecia o co i o kogo chodzi. na papierach nieznal ani jednego nazwiska, a wydarzenie nie zostalo opisane. dowiem sie za pare godzin o co w tym wszystkim chodzilo.
a teraz wskakuje do wyra odpoczywac...
-mieszkanie ogarniete
-muskiel od siedzenia boli
-porzebny masarzysta!
"ja sie w ciula nie dam robic...masz racje mowiac o sobie ze stalas sie egoistka"
tak teraz mam przesrane na calej lini, u kogo? tja u Adamskiego
On przyjechal taki kawal drogi a ja to olalam,wrednie pojechalam sobie na snowdome. w piatek wieczorem dostalam piekne kazanie od niego po ktorym odechcialo mi sie wszystkiego, zdesperowana wypilam cala butelke czerwonego wina, zaryczalam sie i doczekalam sie kropki nad "i"
idiotka ze mnie, ale jak zycie znam, przejdzie mu i wroci nasza stara przyjazn do normy.
inna sprawa, do ktorej nie wiem jak sie zabrac, mam do napisania waznego maila do...... HA! wlasnie przez NK trafilam na swojego pierwszego chlopaka, cos scislo serce, wspomnienia wrocily itd. ehh, mam jeszczze tydzien czasu bo akurat jest na urlopie z rodzina w itali, tylko niewiem jak mam w mailu strescic te 19 lat(??) to naprawde nie jest proste...
....powoli budze meza i wybywamy na narty, wszak weekend jeszcze trwa :-) ciao
...znowu od ostatniego wpisu minelo sporo czasu, prawie 7 miesiecy. Przezycia ktore zakolekcjonowalam rok temu zgromadzilam w glowie.
Ogolnie rzecz biorac rok 2007 zaliczam do udanego. Spelnily sie moje marzenia, nie wszystkie ale wiekszosc, wywiazalam sie w 80% z mojego planu, z moich postanowien. Moge sobie tylko zyczyc zeby ten nowy rok byl jeszcze owocniejszy /w to wszystko co postanowilam/ niz poprzedni.
Hmmm..... jesli ktos, pare lat wstecz, powiedzial by mi ze spedze z Adamskim Sylvestra u mnie w domu, kazalabym mu sie "popukac" w czolo. A jednak....spedzilismy go razem i wypadl extra. Po osmiu latach intensywnej znajomosci w "koncu" poznalam jego zone. dziwne mam teraz uczucie, myslalam ze poznajac ja cos sie we mnie zmieni w stosunku do adamskiego, ale nie, jest tak jak bylo !!
Sasiad garazowy....nadal istnieje tak, jak istnial /kropka/
Moj maz....on z kolei z roku na rok staje sie przystojniejszy. "szpakowatosc" dodaje mu duzo sexapilu a to podnosi jeszcze bardziej jego ego.
Moje chlopaki rosna...starszy w tym roku bedzie miec 18-tke, mlody mial dopiero co 14. Wyrastaja na fajnych facetow :-)
A ja?.... jak to ja ...trzymam sie jeszcze. Jestem zapracowana, zalatana czasami przemeczona go granic ale szczesliwa i zdrowa i to narazie wystarczy. Plany na na ten nowy 2008 rok nie bede wyjasniac glosno, jeszcze przekrakam i sie niespelnia ...ale jedno postanowienie napisze: bede czesciej odwiedzac, przelewac mysli na moj blog :-)
Zaczelam sezon motorowy.....Narazie nie na swoim sprzecie, ale w swoich odjazdowych motorowych ciuchach. Caly weekend poza domem, wiatr w oczy dmuchal, pogoda doskonala.......
czeka mnie prawdopodobnie rezygnacja z letniego urlopu na rzecz remontu kuchni. na te mysl szlag mnie trafia, bo byly by to juz 2-gie wakacje w wielkim miescie".
a w wogole to jest OK: praca, dom, fitness, praca... i tak na okraglo.
Rany, znowu nie bylo mnie tu dlugo :( Brakuje mi czasu i checi na pisanie bloga. Wciaz sie cos dzieje w mojej codziennosci i nie czuje az tak wielkiej potrzeby o tym tu pisac. Ogolnie jest dobrze, zalapalam wiele dodatkowych prac. W nowym roku planuje tygodniowy wyskok gdziez z kolezanka. Odpoczynek zdala od facetow, domu, dzieci, garow.... Maz z niechcecia na ten plan patrzy o ale coz on moze (?) NIC zaakceptuje to albo i nie, a ja i tak zrobie co bede uwazala dla mnie za dobre.
Spotkalam ostatnio w osiedlowym centrum sasiada "garazowego". od 3 miesiecy ma nowa prace. ale nie wydawal sie zbyt szczesliwy. umowilismy sie na kawe w nowym roku, ale nie wiem czy jeszcze pojde.... wiele nas laczylo, wiele przezyslismy razem w krotkim czasie... emocje i uczucia tak do konca nieopadly.
Adamski tez ostatnio "zalatany" w swoim domu, remont juz mu sie ciagnie od poczatku pazdziernika. i znowu nasze spotkanie przeciagnie sie na 2007 rok.
Ah, najwazniejsze zeby nie wpasc w depresje. Ja ubolweam ze nie ma sniegu, sprzet narciarki juz w pelni skompletowany, tylko czeka na wypad w gory. chociaz z innej strony tego sniegu moglo by nie byc, bo ja wciaz na lenich oponach jezdze (briak zimowek- bo brak na to kasy)
Swieta jeszcze sie nie zaczely a ja mam je bardzo gleboko w nosie. Mlody ma jutro urodziny a ja z mezem caly dzien poza domem.
Ale jakos to bedzie, musi byc, nos do gory ....
ps.... milych swiat i "wpadu" w nowy rok..... CIAO